ja w Instytucie Kardiologii
Moja historia

Przeżyłam śmierć kliniczną – moja historia.

Straciłam przytomność, po której nastąpił brak oddechu i zatrzymanie krążenia. Śmierć kliniczna. Stan odwracalny jednak pod pewnymi warunkami.

Co się teraz liczy? Tylko czas. Czas, w którym zostaje podjęta reanimacja. Jeśli nastąpi to w ciągu czterech minut, daje szansę powrotu do życia. Im później, tym trudniej przeciągnąć na stronę życia. Nawet, jeśli się uda, jakość życia już nigdy może nie być taka jak dawniej. Graniczne cztery minuty…Dużo? Czy mało? Dla jednych są jak mgnienie, dla innych – niczym wiecznością.

1 lutego 2015r. Niedziela, opustoszała Warszawa, Plac Konstytucji. Leżę półnaga na chodniku, reanimowana, koleżanka trzyma kroplówkę, Nieznajoma osoba rozmawia z moimi rodzicami:

„-Do jakiego szpitala ją wiozą? Trochę zabłądziliśmy, więc pojedziemy od razu do szpitala…

-Proszę Pana… ale jej jeszcze nigdzie nie zabrali, ona jest wciąż reanimowana…”

Ratownicy reanimowali mnie na zmianę, ale serce nie reagowało. Wstrzykiwali adrenalinę w szyję. 5 minut. 10, 20, 40. Wciąż nic, ale się nie poddawali. Walczyli o o ciało.

Śmierć kliniczna

Pojęcie śmierci ewoluowało wraz z postępem medycyny, aż za podstawę do orzeczenia zgonu uznano śmierć mózgową, czyli ustanie czynności pnia mózgowego. Zasadniczo nie zmieniło to naszego stosunku do niej. Często się jej boimy, chociaż wiemy, że jest czymś nieuniknionym.

Śmierć kliniczna to termin medyczny oznaczający zanik oznak życia – ustanie akcji serca, a więc krążenia krwi i oddychania. Ustanie dwóch kryteriów niezbędnych do podtrzymania życia człowieka. Dochodzi do niego, gdy serce przestaje bić w regularnym rytmie, stan ten nazywamy zatrzymaniem akcji serca. Od stanu śmierci biologicznej różni się tym, że podczas śmierci klinicznej nie ustaje praca mózgu (jego aktywność elektryczna), co można stwierdzić za pomocą badania elektroencefalograficznego, w skrócie EEG. Śmierć kliniczna jest stanem odwracalnym – funkcje życiowe można przywrócić za pomocą akcji reanimacyjnej.

W szpitalu

Po 40 minutach wytrwałym ratownikom udało przywrócić się pracę serca, ale nie oddech. Zaintubowali mnie i karetką przewieźli do Wojskowego Instytutu Medycznego na Szaserów, gdzie trafiłam na oddział na Oddział Intensywnej Terapii Kardiochirurgii.

Zaraz po tym jak trafiłam do szpitala, pojawili się też rodzice. Dostali moje rzeczy w worku oraz to, co miałam na sobie, m.in. łańcuszek, telefon, pocięta do reanimacji bluzkę, kurtkę oraz spodnie.

rozcięta, zakrwawiona bluzka
rozcięta kurtka do reanimacji

Mnie przewieźli na badania. Rodziców pokierowano do gabinetu doktor, która wytłumaczyła:

Co się właściwie stało?

Na moje szczęście (jakbym już całego nie wykorzystała tego dnia), trafiłam do szpitala, w którym leżałam już dwa lata wcześniej – w 2013 roku, a ponieważ na oddziałach kardiologicznych średnia wieku to 50+, jako 19-latka byłam tam zapamiętana przez personel medyczny.

To tam w 2013r. dowiedziałam się, że mam zapalenie mięśnia sercowego, miałam przeprowadzoną biopsję serca, która, jak możecie się domyślać – wyjątkowo – nie powiodła się. Po 3 tygodniach zostałam przewieziona karetką do Instytutu Kardiologii w Aninie, gdzie dowiedziałam się, że moje serce jest poważnie chore – zdiagnozowano u mnie kardiomiopatię rozstrzeniową.

Już od 2 lat wiedziałam, że jestem chora na serce i wszystko było pod ścisłą kontrolą… ale tego dnia moje serce wpadło w arytmię komorową – najgroźniejszą z możliwych.

Migotanie komór

Czyli inaczej arytmia komorowa, wzięło nazwę od wrażenia, jakie daje nieskoordynowana praca serca, widoczna przy otwartej klatce piersiowej. Serce podczas napadu wygląda, jakby migotało światło lamp nad stołem operacyjnym.

Poniżej GIF obrazujący migotanie komór.

https://thumbs.gfycat.com/DefensiveQuarterlyFlatfish-size_restricted.gif

Po prawej stronie widzimy prawidłowo pracujące komory, po lewej migotanie.

Prowadzi ona do nagłego zatrzymania krążenia (NZK), a więc do śmierci, jeśli nie zostanie szybko przerwana (co stało się w moim przypadku). Defibrylacja to jedyna metoda, która jest w stanie przywrócić rytm zatokowy. Do czasu przyjazdu karetki należy niezwłocznie przystąpić do resuscytacji krążeniowo-oddechowej (RKO). Tylko w ten sposób można uratować komuś życie.

Rokowania

„Zbyt długo była reanimowana, nie przeżyje tej nocy.”

Doktor przedstawiła rodzicom, jak wygląda sytuacja: nie wiadomo, w którym momencie moje serce się zatrzymało i czy minęły 4 minuty do rozpoczęcia reanimacji. Te 4 minuty, po których powstają nieodwracalne zmiany w mózgu i innych narządach wewnętrznych.

Przypomnę, że w momencie, kiedy dostałam drgawek w autobusie, była ze mną koleżanka, która myślała, że mam padaczkę, bo nigdy wcześniej jej nie wspomniałam, że choruję na serce. Po tym, jak razem z kierowcą autobusu wyniosła mnie na przystanek, czekała na karetkę. Do tego czasu nie byłam reanimowana (!).

Przeczytaj: REANIMACJA- KTO MA GORZEJ, TY CZY BLISCY?

Doktor powiedziała, żeby się naszykować na to , że z tego nie wyjdę, że nie przeżyję tej nocy, a nawet, jeśli jakimś cudem się uda – będę roślinką, podłączoną do aparatury, niefunkcjonujacą samodzielnie osobą.

Poniżej infografika przedstawiająca statystyki dotyczące NZK.

Ratunek w szpitalu

Czas mijał, a rodzice czekali na korytarzu. Podeszło do nich dwóch młodych lekarzy, którzy przedstawili dwie opcje leczenia:

podłączyć mnie do zewnętrznego płuco-serca – ECMOExtraCorporeal Membrane Oxygenation – proteza, która zastąpiłaby pracę płuc i/lub serca do czasu, aż nastąpiłaby poprawa funkcji tych narządów, pozwalająca na ich samodzielną pracę

-zastosować hipotermię, czyli schłodzić moje ciało do temperatury trupka (32oC-34oC) – nowa metoda, którą lekarze chcieli wypróbować, rzadko stosowana, ale wnioski płynące z rezultatów były zachęcające: zastosowanie hipotermii wpłynęło na obniżenie śmiertelności, poprawę stanu neurologicznego..

Mimo, że jeszcze nie były dokładnie poznane wszystkie mechanizmy wpływające na korzystne skutki schłodzenia, rodzice postanowili zaufać lekarzom i wybrać hipotermię, co było strzałem w 10!

Głęboki sen, z którego nie mogę się obudzić

Zastosowano hipotermię ze śpiączką farmakologiczną. Leżałam na łóżku. Za pomocą dmuchaw pod moje okrycie wtłaczane było zimne powietrze, chłodzące moje ciało. Byłam zaintubowana, rurka wychodziła z ust. Cewnik wprowadzony do żyły podobojczykowej, przyszyty do mojego ciała, rozgałęział się na kolejne rurki. Kolejny cewnik przyszyty był do mojej szyi. Klatka piersiowa unosiła się, sprawiając wrażenie, że oddycham, ale była to tylko zasługa maszyny. Wyglądało jakbym spała, z tą różnicą, że nie dało się mnie obudzić.

Była już późna noc, kiedy z Oddziału Intensywnej Terapii wyszedł neurolog z uśmiechem na twarzy i oznajmił:

„Źrenice reagują na światło”

Dlaczego ta jedna informacja wywołała uśmiech na twarzach?

Aby ocenić funkcjonowanie mózgu pacjenta w śpiączce przeprowadza się szybkie badanie neurologiczne: ocena reakcji źrenic na światło. Jeżeli źrenice pacjenta nie wykazują reakcji na światło, są szerokie lub różnią się średnicą w obu oczach może to świadczyć o uszkodzeniu układu nerwowego.

Lekarze powiedzieli rodzicom, że mogą już jechać do domu, bo dziś już nic więcej nie zrobią. Ta noc będzie decydująca. Nie pozostało nic innego jak tylko czekać, czy dożyję do rana.

Czytaj dalej: Śpiączka, czyli fragment mojego życia, który znam tylko z opowieści.


Źródło:

https://journals.viamedica.pl/folia_cardiologica/article/viewFile/FC.2015.0005/28205

https://www.reuters.com/article/us-health-heart-brain/help-brains-by-cooling-bodies-after-cardiac-arrest-idUSKBN1872ZD


2 920 views
close

Pozostańmy w kontakcie

Zapisz się do newslettera, aby otrzymywać ode mnie informacje o nowych wpisach 🙂

Nie bój się spamu! Maile będą dotyczyć tylko informacji o blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *