beza
Życie jest nobelon

Jak spędziliśmy naszą pierwszą rocznicę ślubu?

Przełom każdego roku jest wypełniony świętami, jak keks rodzynkami: Święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok, podsumowanie poprzedniego roku, postanowienia na kolejny, a potem cisza, pustka, aż do Walentynek. Siedzę więc i myślę, o czym tu napisać. I mam z tyłu głowy myśl, ale niewidoczną, jak profesor Kwiryniusz Quirrell, co to miał zakrytą turbanem twarz Voldemorta.

I wiem, że chciałam o czymś napisać, ale co to było? Iga, ale ty masz pamięć…dobrą, ale krótką. Lub też, jak kto woli, wybiórczą, bo czasem nie pamiętam, co jadłam wczoraj na obiad, ale pamiętam za to, co powiedział mój mąż 27 sierpnia o 20:43. A były to słowa niemiłe!

Otóż 27 sierpnia przypadała nasza pierwsza papierowa rocznica ślubu. I tak właśnie zdecydowaliśmy, że w ten weekend wyjątkowo poleżakujemy sobie, jak rum w beczkach, nad słodkimi wodami basenów termalnych.

Po rozpakowaniu się wieczorem w hotelu, pierwszym punktem, na naszej liście atrakcji, było odwiedzenie restauracji:

Kuba, mój mąż, otwiera menu i skupiony, jakby rozbrajał minę, czyta każda pozycję, pod nosem. Niby trochę do mnie, a jednak bardziej do siebie, a raczej do swojego brzuszka, co on na to. I tak na moje szczęście nie było ich za wiele, tych dań w menu, bo zdążyliby prędzej zamknąć kuchnię, niż Kuba dotarłby do ostatniej strony. A musicie wiedzieć, że jest on koneserem wytrawnych potraw, więc przeglądał pozycje w menu, przeskakując z jednej do drugiej, nie mogąc się zdecydować. W końcu czyta jednym tchem nazwy trzech dań, które wreszcie wybrał. Czyta szybko i z przymkniętymi oczami, jakby przecinał kabel miny, która może eksplodować.

Trzy dania.

-Zjesz tyle na kolację? – pytam, a on patrzy na mnie wzrokiem, jakbym kopnęła psa na ulicy, albo gorzej, jakbym pomyliła właśnie wzór na objętość substancji, ze wzorem na gęstość – Ja wybrałam tatara i bezę – dopowiadam

-Zjesz tyle? – Pyta Kuba, niby od niechcenia, ale jednak poczułam szpileczkę w swoim miękkim ciałku

-Zjem, w końcu tatar idzie do żołądka, a beza do serduszka – odpowiadam dumnie, niczym paw w Warszawskich Łazienkach

I tak po zjedzeniu tego, co miało pójść do żołądka, kelner przyniósł bezę. Bezę, która mogłaby być Moniką Bellucci wśród bez, wyglądała przepysznie, jakby ją sam Michał Anioł z dłuta ciosał, a z samego patrzenia na nią, uwalniała mi się serotonina w mózgu.

I podał dwie łyżeczki. Udaję że tego nie widzę, ale Kuba sięga po łyżeczkę i spokojnie mówi, że ‚zjemy ją na pół kochanie’.

Moi drodzy właśnie wybiła 20:43. Czy mój własny mąż właśnie naumyślnie zapytał mnie czy zjemy beze na pół? Patrzę niby na niego, ale jednak mój wzrok nieskupiony spogląda w dal, jak kot, któremu otworzyli właśnie drzwi i sam nie wie, czy on właśnie wchodzi, czy wychodzi.

Bo wiecie, należy się dzielić dobrymi memami, kawałami, ciekawymi historiami. Ale dobrymi bezami? NIE NALEŻY

Przez te trzy sekundy toczyłam wewnętrzna walkę która zdawała się trwać wieki: „Iga, to Twój mąż, podziel się”, „Iga, czy to na pewno mój mąż? Spójrz na tę bezę…MY PRECIOUS!”

Dobrze – odpowiadam naturalnie jak tylko się da, ignorując ciche kłucie po lewej stronie klatki piersiowej, chyba serduszka. W końcu małżeństwo to poszanowanie odrębnej jednostki i jej marzeń…

Chwyciliśmy za łyżeczki i rozpoczął się wyścig. Znaczy wyścig w mojej głowie, bo Kuba chyba niczego nie był świadomy. Ale beza była tak pyszna, ze nie mogłam jeść szybko, bo grzech byłoby się nią nie delektować.

-Pyszna była – komentuje Kuba, wciągając ostatnie okruchy tej kruchej chmurki, a ja mam ochotę odpowiedzieć, że przyjemność po moim trupie…znaczy po mojej stronie – Spokojnie kochanie, jutro przed wyjazdem tez przyjdziemy na bezę- dodaje.

I okazuje się, że drugiego człowieka naprawdę poznaje się całe życie. To nie jest czcze gadanie!

Na drugi dzień restauracja była otwarta od 13, a wymeldowanie o 11. Patrzymy na siebie, stojąc przed restauracją. Ja, jakbym zapomniała posługiwać się zegarem, próbuję sobie przypomnieć, gdzie leży 11, a gdzie 13 na tarczy. I czy napis „zamknięta restauracja” oznacza faktycznie zamkniętą restaurację. Kuba natomiast z lekkim strachem w oczach, patrzcie go, jaki matematyk, od razu zrozumiał, co znaczy „otwarte od 13”, oczekiwał mojej reakcji.

Zamieniam się w antylopę, która dogorywa, ale jeszcze oddycha. I tym ostatnim tchem zwracam się do Kuby:

-Wiesz Kubuniu, co jest w Tobie najlepszego?

-No nie wiem – patrzy na mnie łapiąc oddech ulgi, że potrafię normalnie rozmawiać

-Najlepsza jest w Tobie ta beza, którą wczoraj zjadłeś.

65 views
close

Pozostańmy w kontakcie

Zapisz się do newslettera, aby otrzymywać ode mnie informacje o nowych wpisach 🙂

Nie bój się spamu! Maile będą dotyczyć tylko informacji o blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.